| nazywam się: | martysia |
| wiek: | 22 |
| namiar mailowy: | kobietamd@interia.pl |
| : | Śniło mi się, że byłam w kościele. Było bardzo duszno, gorąco i ciemno. Poszłam do spowiedzi. Konfesjonał nie był drewniany ale dmuchany (jak ponton). Gdy oparłam się łokciami, zgiął się. W pewnym moencie pojawił się chłopak, który zaczął podsłuchiwać. Ksiąedz wyjaśnił mi, że nie mam się przejmować bo on jest głuchy. óżniej widzalam, jak odchidzi po jakichś schodach w dół. |
| nazywam się: | //wopi |
| wiek: | 21 |
| : | pierwszy raz w zyciu snilo mi sie cos tak fajnego... no wiec tak:
ja i moi chlopcy (robcio i swider) wybralismy sie na urodziny mady do krakowa... mielismy na prezent maszynke do robienia tostow i jeszcze cos, ale nie pamietam co... jechalismy normalnym miejskim autobusem wypchanym ludzmi... w pewnym momencie autobys zlapal gume... ja wymieklem i wrocilem do domu, a chlopcy zostali... a zemna razem tymon... ten od.... no wiadomo... ale on wygladal jak moj wujek, ale to byl tymon... no i robilismy sobie cos do jedzenia... to byly pieczone kiszone ogorki (kurcze niezle byly)... no i tyle... a i tymon mial jeszcze takie przenosne lozko... z ktorym podobno w trasie sie nie rozstaje... ale to nie bylo wcale przenosne lozko, tylko normalne... |
| nazywam się: | enenek |
| : | ¶nił mi się festiwal atrakcji analnych (FAA) |
| nazywam się: | Opal |
| wiek: | 23 |
| namiar mailowy: | no45@poczta.onet.pl |
| : | Na polanie ukrytej głęboko w lesie kobieta buduje szałas. Robiła to
już wiele razy, nie przeszkadza jej ani padający deszcz, ani ciemności.
Spomiędzy drzew wychodzi zarośnięty, brudny mężczyzna w podartym ubraniu.
Przygląda się kobiecie, która nie przerywa pracy. Po chwili pyta, czy może
jej pomóc. Ona zgadza się obojętnie, wskazuje mu gałęzie i miejsce, gdzie
ma je układać. Mężczyzna kładzie pierwszą z nich i cały szałas zawala się.
Kobieta obojętnie patrzy na ruinę i spokojnie stwierdza, że muszą się
przenieść, bo przed burzą nie zdążą go odbudować. Jesteśmy na jakimś strychu, jest nas wielu, Kobieta i Mężczyzna nami dowodzą. Stawiamy bardzo długi, wąski i niski szałas. Panuje napięta atmosfera, wszyscy na coś (na kogoś?) czekamy. Przytłumione rozmowy, pośpiech. Wszystko musi być gotowe, kiedy TO nastąpi. Podchodzę do okna. Przed chwilą małe, zakryte pajęczynami, brudne okienko – teraz olbrzymie, kryształowe drzwi balkonowe, przysłonięte wytworną, choć trochę przykurzoną firaną. Wyglądam przez nie. Widzę kamienne schody, u ich podnóża wspaniały dziedziniec z jasnych płyt. Wszystko sprawia wrażenie dawno opuszczonego, kamień w niektórych miejscach wykrusza się, szczeliny pęknięć zarasta trawa. Otwieram drzwi. Pachnie letnim, trochę mglistym porankiem, słońcem, które dopiero się budzi. Wychodzę na balkon, zbiegam po schodach, czuję się lekka, coraz lżejsza, coraz mniej cielesna, nie słychać moich kroków, wieje coraz mocniejszy wiatr, wiem, że zanim dojdę do końca schodów sama stanę się wiatrem. Schody nagle zakręcają, prowadzą do podziemi. Chcę zawrócić, biec na dziedziniec, ale nie mogę kierować swoim ciałem Wbiegam do budynku. Wiem, że zostanę już tu na zawsze. |
| nazywam się: | nenek |
| wiek: | 25 |
| adres wuwu: | http://senchujkanenka.p5y.net/ |
| : | a, bylem u mojej panny w pracy i szukalem kollorow PANTONE - kserowalem je ale byly schowane miedzy faktury i wszyzscy mieli pretensje |
| nazywam się: | moi znajomi mają poczucie humoru |
| : | śmiło mi się że rzygałęm, po obudzeniu była to prawda. |
| nazywam się: | Agentka |
| wiek: | 121 |
| namiar mailowy: | agunia_80@poczta.onet.pl |
| : | snilo mi sie ze w blok naprzeciwko uderzyl samolot pasazerski ALE to
nie byli zadni fundamentalisci tylko pani minister zdrowia postanowila
wykazac sie sprawnoscia sluzb medycznych i to wszytsko zorganizowala. nie
pomyslala jednak ze to bedzie podejrzane jak setki karetek beda staly w
okolicy juz na godzine przed zamachem. i drugi boeing stal na boisku i
zabieral rannych do szpitali. potem bylam w CSW i spotkalam enenka i przedstawialam sie jego znajomym tak: Jestem Agnieszka i mam poczucie humoru. |
| nazywam się: | Agent Orange |
| wiek: | 21 |
| namiar mailowy: | agunia_80@poczta.onet.pl |
| : | OK. to wszytsko jeden sen, tylko trcoeh niespojny: jade do empiku autobusem i strasznie mnie wkurwia kierowca z w±sami bo komentuje pzrez mikrofon pasazerow. okazuje sie ze jest bratem konduktora z pociagu. ja chce juz wysiadac, a o mowi do mikrofonu "a pani w pomaranczowej bluzeczce to swietna dziewczyna, tak mowil mi moj brat co pracuje na kolei. poza tym prosze, niech panstwo zauwaza, ze ma fajne cycki" strasznie mnei to wkurwilo, ze on sobie tak pozwala ale i tak juz wysiadalam, choc niestety jego brat pracowal tez w metrze... jestem na jakims pogrzebie ze znajomymi: jakies 3 stare ciotki umarly jedna po drugiej (dwie z zalu po stracie poprzedniej) . super sie bawimy z przyjaciolmi, szczegolnie ze 3 trumny wolno i dostojnie przelatuja nad nawami koscielnymi. wszyscy umieraja ze smiechu... ....w bialych smokingach a la lata 20. i rekawiczkach stoi kolo bialego fortepianu w eleganckiej sali 3 muzykow detych i jest przyjecie (troche taki Cotton Club). oni wyprobuwuja instrumenty, najpierw trabkarz: na poczatku nei moze wydac dzwieku, patrzy do srodka trabki , i wyciaga szmate i jest ok. to samo saksofonista: nie moze grac, wyciaga ze srodka szmate i juz moze grac. wreszcze puzonista: nie moze wydac dzwieku, ale puzon nie jest zapchany. muzycy smieja sie porozumiewawczo i mowia: stary, wiesz ze jest taki przesad, ze jak nie mozesz wydac dzwieku z instrumentu bez przyczyny, to znaczy ze ktos wlasnie rodzi twoje dziecko.. flashback w umysle puzonisty: mysli o dwoch kobietach. jedna nayzwa sie Barbara i jest taka spokojna ladna brunetka w klasycznych falistych wlosach a la Dynastia oraz Jane: tajemnicza pieknosc w ubrana w zwiewna różowa suknie w kapeluszu i woalce. ta woalka uratowala jej kiedys jej niesamowita urode bo zostala zaatakowana przez roj os. gdyby nie woalka, zmasakrowaly by jej twarz. puzonista wie ze to barbara pewnie rodzi... jestem puzonista teraz, ale jednoczesnie soba. wiec bedac soba a jednoczesnie facetem w srednim wieku jade z bratem zapisac sie na jakies zajecia fakultatywne na unwierku. zapisy sa w jakims omszalym palacyku pod lasem. wchodzimy, brat poleca zajecia dentystyczne, ja mowie ze mnei to nie ineteresuej, medycyna itd, ale on mowi ze tam ucza jak pozbyc sie irracjonalnego leku przed wizyta u dentysty i obrzydzenia do dzwieku wiertla. ja jednak optuje za kulturoznawstwem amerykanskim i okazueje sie ze musze jechac 503 do domow centrum (??). martwie ze bedzie znow ten konduktor. ale 503 okazuje sie takim otwartym jakby turystycznym autobusem, i ja jade na drugim poziomiegdzie nie nei ma dachu. ze man jedzie Jane, kobieta w rozowej woalce... potem on staje malenkim niziutkim, prawie ze zabawkowym, szybkim meleksem w ktorym jestem sama , choc nie prowadze i zajebiscie sie nim jedzie, szczegolnie jak rzuca nim na zakretach. az dojezdzam do petli. |
| nazywam się: | nenek |
| wiek: | 25 |
| : | snily mi sie bezosobowe mokre majtki |
| nazywam się: | sauron@hyperreal.pl |
| wiek: | 20 |
| namiar mailowy: | sauron@hyperreal.pl |
| adres wuwu: | http://hyperreal.pl/sauron |
| : | snilo mi sie miasto (taki strasznie zmixowany Krakow)... mialem
dojechac na rowerze z jednej ulicy na druga... trasa krotka i bardzo
latwa, ale zapomnialem.. zapomnialem gdzie jest ta druga ulica i jak sie
tam jedzie... i wogole zapomnialem po co ja tam mam jechac ? jade przed
siebie, wjezdzam w jakies slumsowe uliczki.przejezdzam przez ciaske,
brudne smierdzace uliczki... wjezdzam w jakies drzwi, po schodach do gory,
potem troche na dol.. wyjezdzam i nagle znajduje sie na jakims osiedlu...
boje sie, bo ciagle sie tu kreca grupki dresow i blokersow.. zauwazam
znajomego z widzenia goscia... pytam sie gdzie jest ta ulica do ktorej mam
dojechac i gdzie ja wogole jestem... ewidentnie jego kumpel mial ochote mi
przypierprzyc chocby za to ze nie jestem z ich osiedla, ale moj "znajomek"
uspokaja go i mowi,ze musze sie wrocic... to ja wracam. w starachu
przejezdzam osiedle... wjezdzam w te same male, brudne uliczki. zostawiam
rower, bo nie moge jezdzic po schodach. wchodze na klatke schodowa,
kieruje sie schodami do gory i nagle... schody koncza sie na scianie. i to
nie nowopostawionej, a starej i odrapanej... takiej ktora byla tu od
zawsze... wpadlem w panike, ale uzmyslowilem sobie, ze moze trzeba bylo
zejsc na dol. wiec wracam i biegne schodami na dol. a tu podobnie. schody
koncza sie na zrosnietej scianie z podloga.. ale moze jest przejscie pod
podloga ? i faktycznie odchylam jakies dwie deski, a tu jakies duze
pomieszczenie.. cos jakby klatka schodowa, ale bardzo sterylna i czysta
jak w labolatorium.. zbudowana jest tak,ze widac 3 poziomy... zauwazam, ze
z najnizszego zaczyna biec po schodach piesek.. jakis szczeniaczek... gdy
dobiega, okazuje sie,ze jest to jakis chory psychicznie szczeniak...
ciagle piszczy, lasi sie, placze, chce byc brany na rece niby jak kazdy
szczeniaczek.. dodatkowo jest milutki w dotyku, ma mieciutkie futerko, ale
powoduje we mnie paniczny strach.. klatka schodowa prowadzila do korytazy z roznymi drzwiami, ktore nie byly zamkniete, lecz tylko przymnkiete.. jednak po ich otworzeniu, nie dalo sie ich spowrotem zamknac, ani nawet przymknac.. zajzalem do jednych drzwi, za ktorymi byly stare, bardzo zniszczone WC rodem z jakiejs opuszczonej szkoly... za drugimi byla mala jeszcze inna klatka schodowa... ale tak jakby tylko wyciety fragment XIX wiecznego przejscia dla sluzby... odchylilem trzecie drzwi i bylo tam 2 ludzi - mezczyzni.. obaj lysi, ubrani w biale szpitalne ubrania.. byli chorzy psychicznie i podobnie jak szczeniaczek, ktory ciagle byl przy mnie, szli do mnie... czegos ode mnie chcieli, a ja juz odchodzilem od zmyslow.. chcialem uciec, ale nie bylo gdzie.. balem sie otworzyc nastepne drzwi.. Ci 2 ludzie szli w moja strone trzymajac jakies ciezarki (2 kg do cwiczen)... w koncu pobieglem tam, gdzie byly stare ubikacje.. znalazlem okno i wyskoczylem wiedzac,ze skonczy sie to dla mnie samobojcza smiercia.. byla to dla mnie jedyna ucieczka... |
| nazywam się: | Opal |
| wiek: | 23 |
| namiar mailowy: | no45@poczta.onet.pl |
| : | Uciekając przed kimś chowam się w stodole moich dziadków. Czuję się tu
nieswojo, dziadków widziałam zaledwie kilka razy i wywarli na mnie
wrażenie zimnych, wyniosłych, niesympatycznych ludzi. I jestem pewna, że
mnie nie lubią. Stoję na środku wielkiego klepiska. Obracam się dookoła, a raczej to stodoła obraca się dookoła mnie. Taneczne misterium drobin kurzu, złoto siana, zapach słońca. Nade mną trzepot. Podnoszę głowę. Pod niespotykanie wysokim sklepieniem stodoły przelatuje biały ptak, zostawia za sobą smugę świetlistego pyłu, który opada na podłogę złotą mgłą. Rozkładam ręce, chcę go wchłonąć każdą częścią ciała. Ciągle słychać trzepot, ale ptaka już dawno nie ma i wszystko dzieje się w jakimś nierealnym czasie, raczej poza czasem. Otwierają się wrota, staje w nich dziadek. Jest wysoki, lekko zgarbiony, ma długie, siwe wąsy, czarny golf, bordowy sweter i ciepły uśmiech. Wie, kim jestem, co tu robię, przyszedł mnie ostrzec, że ten, kto mnie goni, już jest tutaj. Zaczynam uciekać. Wspinam się po tych drewnianych konstrukcjach, zakopuję w sianie, czasami przebiegam przez te same miejsca. Jest ze mną jakiś chłopak. Wie, że się boję. Przytula mnie. Przez krótką chwilę dotykam policzkiem jego swetra, słyszę bicie jego serca, znika całe napięcie, cały strach, jestem spokojna i szczęśliwa. Przez krótką chwilę – krótką jak mgnienie oka, po upływie której gwałtownie go odpycham. Patrzy zdziwiony, nie mówi nic. Stoimy przy ścianie z grubych, drewnianych pali, niższej ode mnie o parę centymetrów. Próbuję przejść na jej drugą stronę, podciągam się na rękach. Na twarz spadają mi włosy, on ja głaskał przed chwilą, jeszcze nim pachną – kawą, papierosami i sztormem, coś we mnie ciągle krzyczy. Przeskakuję wreszcie na drugą stronę, odwracam się – ciągle jestem po tej samej stronie. Chłopak uśmiecha się smutno, pomaga mi jeszcze raz przejść przez ścianę, po chwili sam miękko ląduje na sianie. Rozglądam się. To rzeczywiście jest druga strona, ale ja tu też już byłam! Jestem zmęczona, mam dosyć tej bezsensownej ucieczki, tego kręcenia się w kółko jak mysz zamknięta w labiryncie, i tak mnie przecież złapią. Czuję, że zaraz się rozkleję, on wie o tym. Tak bardzo chcę, żeby mnie jeszcze raz przytulił. Patrzę na niego, podchodzi, obejmuje mnie. I znów to samo, fala spokoju i szczęścia i wściekłość, odpycham go tak gwałtownie, że plecami uderza o ścianę, a krzyk we mnie – to już nie krzyk, to wycie zwierzęcia, które odgryza sobie łapę uwięzioną we wnykach. |
| nazywam się: | danusia |
| wiek: | 29 |
| namiar mailowy: | danastrus@poczta.onet.pl |
| : | ¦nił mi się pokój w którym leżałam w łóżku z mężczyzn±. Nagle pojawił się krępy, niski facet z nożem. Groził mi tym nożem i chyba chciał mnie nim zabić. Wstałam, podeszłam do okna.Było otwarte. za nim był piękny, słoneczny, jesienny dzień. Przez okno wpadł mały, żółty listek, a ja zaczęłam wrzeszczeć "POLICJA, POLICJA, POLICJA". Zapytałam faceta z nożem, czy mam jeszcze krzyczeć, a on zacz±ł się kurczyć, aż znikn±ł pod firank±.Poczułam się zawiedziona, że mężczyzna, który był ze mn± nic nie zrobił, żeby mi pomóc. |
| nazywam się: | neneek |
| wiek: | 25ipol |
| adres wuwu: | http://nnk/ |
| : | dzisiaj snila mi sie dziwna skladka snow a) siedzialem naprzeciwko szpilki/szpulki, ale tam nie bylo ani gejklopa ani chinczyka , tyko trybuna jak na zawodzach pilkarskich, bnagle okazalo sie ze jestem calkiem nagi, siedze na lawce, a naokolo jest party homoseksualistow, musialem juz isc, ale nie moglem wstac bo wtedy odslonilbym tylek. (serio sie spocilem przez sen :) ), a , jeszcze mialem jasiek w dloni ale nim sie zakrywalem w okolicy proncia. /ciecie/ siedze na jakich ruinach, moj kolega z pracy pokazuje mi ksiazke o champs-elysees czy jak tam sie to pisze i mowi "nie wiedziales ze od urodzenia mowie po francusku i czesku" /ciecie/ siedze z w-w kolega , nagle mija nasz szwadron ludzi uposledzonych umyslowo, czworkami, ok 60 osob, idacych jak to uposledzeni, spiewajacych dziwne piosenki, jest to typowy spacer jak w spacernieku ale w konwencji wojskowej - eskortuja ich 2 zakonnice w czerwonych chalatach, z wieeeeelkimi kapeluszami. /ciecie/ siedze na koncu korytarza. za stolem egazminacyjnym, z konca korytarza zbliza sie czlowie z nozem i w jasku na glowie. jasiek probuje mnei zabic, bronie sie, budze sie. |
| nazywam się: | magda |
| wiek: | 15 |
| namiar mailowy: | made-laine@o2.pl |
| : | Mój sen: przeprowadziłam sie z rodzinką w góry. Mój tata w pare godzin zbudował domek, tyle że bez okien i drzwi. Potem pojechał szukać pracy, a ja z mamą odpoczywałam. Nagle zobaczyłam, że mamy piękny widok na giewont (widac bylo ten krzyż). Uradowana wspiełam sie na szczyt (co zajęło mi ze dwie sekundy) i zobaczyłam ze to nie jest wcale krzyz tylko ... dwie dziewczynki. Stały jakby były słupami soli ale wyglądały na żywe. Jedna siedziała na rowerku, druga próbowała uciec, ale tak jakby czegos sie przestraszyła i nie mogła sie ruszyc . nagle obok mnie zjawił sie tata. Powiedział, że to straszny pies z czerwonymi oczami zabił je wzrokiem. Przestraszona zaczełam uciekac . Po 2 sek. byłam z tata przy domku. Zrobiło sie ciemno i słychac było wycie psa... I zaraz po tym zobaczyłam sylwetkę psa na giewoncie. po chwili pies zbliżał sie do nas. Uciekliśmy do domku przez dziurę (to były drzwi) i weszlismy po drabinie na I piętro. Pies jednak skoczył za nami przez dziurę spojrzał i już nie zylismy. Ja jednak sadziłam że dalej żyję bo cały czas mogłam myśleć i robić różne rzeczy. Gdy przyszedł jakis facet i gdy stwierdził że zgineliśmy bo pies wbiegł do domu przez dziure , ja zrzuciłam na niego belkę. Więcej już nie pamiętam. |
| nazywam się: | nn |
| wiek: | 25 |
| : | Bylem terrorysta , mialem wysadzic. zeby wysadzic kupic mialem 30 TMaxow 100 ale byl tylko equicolor 200. potem balem sie robakow |
| nazywam się: | nenek |
| wiek: | 45 |
| namiar mailowy: | d@k.pp |
| adres wuwu: | http://ff/ |
| : | siedze w kuchni u mojego kolegi tomasza jego matka jest naga i
usluguje nam. siedzimy nagle jest koroabm ogniskowa 16 mm i widze siebie z
boku a mam odrabane rece, kawalki rak wala mnie po glowie - moj przyjaciel
wlasnie przypala browna z folii ale nie ma rak, brown przypala sie sam,
potem wchodzi mu do nosa. matka sprzata jedzenie |
| nazywam się: | natique |
| wiek: | cos kolo |
| namiar mailowy: | jest |
| adres wuwu: | http://ni%20ma/ |
| : | snilo mi sie, ze sie obudzilam i od tego czasu nic nie pamietam... tylko tyle ze kiedys, w poprzednim zyciu, mialam czerwone kalosze, teczke na papiery i kilka telefonow, ktore ciagle dzwonily - z bardzo skreconymi kablami, ktorymi kiedys wiazano wiezniow politycznych w jugoslawi i pamietam, ze mnie dlugo pytano, czy kiedys, w liceum, przeczytalam "Chlopow" i czy przypadkiem nie dopisalam nowego zakonczenia... i kazano mi malowac czerwona farba duze japonskie litery na rozwieszonych przescieradlach i mial to byc manifest przeciw wojnie. bylo bardzo jasne swiatlo. i kiedy ponownie sie obudzilam zobaczylam ze jest zupelnie ciemno i zupelnie normalnie... i moglam znowu zasnac. n* |
| nazywam się: | Agent Orange |
| wiek: | 21 |
| namiar mailowy: | agunia_80@poczta.onet.pl |
| : | dzis po poludniu bardzo realistycznie snilo mi sie ze spotkalam mojego
bylego mezczyzne Paula (Angola) i chyba mu sie poskarzylam ze chcialabym cos zrobic ze swoim wygladem. zatem on w piec sekund zanim sie zorientowalam wbil mi jakie kolczyki w brew, ucho, nos i jezyk i musialam wolac ze starczy....... ...... i wtedy zauwazylam ze przekluwajac mi jezyk wybil mi przy okazji 5 zebow (choc wcale nie bolalo) anyway, zrobilo mi sie bardzo przykro i smutno ze stracilam piec zdrowych zebow, aczkolwiek zauwayzlam tez ze kiel odrosl. ale tylko kiel. potem powypluwalam i pozdejmowalam to czym mnie poprzekluwal i sie okazalo ze to nie zadne igly ani kolczyki tylko wielkie kawalki zelastwa. w jezyku byl np. taki standardowy srebrny klucz Yale... martwilam sie bo jeszcze musialam isc na uczelnie a potem na impreze z bratem, a tak bez zebow...... na uczelnie jak zwykle z kolezanka wzeilysmy na drugie sniadanie garnki z zupa i z jakims gulaszem i sie smialysmy ze pewnie wykladowca jak zwykle bedzie sie wkurwial ze nie przynoismy zwyklych kanapek..potem szlam na impreze z bratem, tam byli jego znajomi i moi z uczelni tez. myslsam ze ktos gra na wielkim czarnym fortepianie a okazalo sie ze to jego kolega za nacisnieciem klawisza (press any key)puszcza utwory z mp3-ek.... AO |
| nazywam się: | Opal |
| wiek: | 23 |
| namiar mailowy: | no45@poczta.onet.pl |
| : | Nie pamiętam snu, jego fabuły ani wrażeń. Pamiętam tylko, że przez
cały czas pojawiała się w nim postać mężczyzny w szarym płaszczu, w
kapeluszu z dużym rondem zasłaniającym twarz. Nie miał on nic wspólnego z
resztą snu, nie odgrywał w nim żadnej roli, nikt go nie widział. Jednak
nie mogłam go z niego wyrzucić, próbowałam kilkakrotnie mimo przerażenia,
które we mnie – nie wiem, jak to określić – we mnie realnej, prawdziwej –
wzbudzał. Nie reagował na żadne moje poczynania i kiedy wreszcie dałam
spokój, popatrzył mi (realnej – nie wiem, jak to możliwe) w oczy i
wysyczał „Spotkamy się w drugim świecie”. Przerażona obudziłam się i
natychmiast spojrzałam na drzwi. Stał w nich, lekko pochylony w moją
stronę. „Jestem” powiedział. To jest sen sprzed sześciu miesięcy. Nie mam pojęcia, w którym jego momencie skończył się sen świadomy, w którym momencie obudziłam się naprawdę, nie potrafię nic ocenić właściwie. W każdym razie – po nim zerwałam na pół roku ze snami świadomymi, bo nagle zaczęłam mieć wrażenie, że sny, oburzone tym, że ja ingeruję w ich świat, zaczęły ingerować w mój, że mężczyzna w kapeluszu to postać ze snu, która ożyła. Wiem, że to głupota, ale cóż... Zresztą, już z tego wyrosłam. |
| nazywam się: | bujnos |
| namiar mailowy: | bujnos@orthodox.com |
| : | zaczeło się w mojej podstawówce- stałem przy oknie i schodach zarazem, widziałem stadko ludzi ustawiających się tuż przy nich, tak, że tarasowali wyjście na 1 piętro. po schodach wchodził własnie kumpel, ale już ze średniej szkoły- beret. zdarzało mi się go statnio widywać, ale przelotem i nie miałem możliwości zamienić z nim ani słowa, więc nie dziwi mnie że nagle pojawił sie w snach. tutaj był już spychany w dół schodów przez "murek" z ludzi, pochylił sie jakos by sie im oprzeć, gdy z boku podałem mu rekę i nagle znalazłem sie w "szkolniaku". szkolniak to był jeden z autobusów kursujących pomiędzy szkołami na mokotowie a ursynowem, gdzie podstawówki zwykle miały tylko 3-4 pierwsze klasy. no i jadę tym autobusem i zanim się rozejrzałem poczułem jak ktos mnie ciągnie za pasek. stałem na przegubie ikarusa, podczas gdy jakaś panna siedząca tuż obok bezczelnie wsadziła mi palucha za pasek i nie pozwalała odsunąć sie ani na krok. obserwowałem więc sytuację. siedziała naprzeciwko drzwi, jakaś inna spośród wsiadających pytała ją, jak jej się spodobały prezenty, inna zaś, ze sporym aparatem, usiłowała nas sfotografować. ni ch.. nie wiedziałem co jest grane, toteż uznałem że warto do tej głupiej sytuacji wprowadzic jakies własne elementy. po krótkiej wewnętrznej walce spróbowałem się uśmiechnąć do obiektywu. nagle w autobusie zauważyłem dwoch brudnych gości. krzątali sie po szkolniaku który teraz już wyglądał jak tramwaj, i czegoś chcieli od dzieciarni, pamietam że jeden z dziaciaków siedzących z przodu na ich zaczepki odparł, że hotmail od paru dni nie działa. ci jednak nie dali za wygraną i szukali dalej. robili wrażenie cyganów, którzy za wszelką cenę muszą wysłać maila. prawie wzieli za terminal jakąś gablotę z tablicą albo rozkładem jazdy. w tej samej chwili zauważyłem że w hmm.. wagonie- jest taki terminal. na końcu był panel podobny do bankomatu, jak te w berlińskim metrze, na kartę. ci kolesie na pewno nie mieli kart. wysiedli przy centrum onkologii i pognali dalej, ja także wysiadłem. miałem tu czekać na jakiś inny autobus, więc aby zabic czas wstąpiłem do sklepiku. stałem w przedsionku przed przepierzeniem z pleksy, wpatrywałem się przez 2 szyby w różneego sortu sery leżące w chłodziarce. syciłem się widokiem wymyślnych kompozycji- było z czego wybierać: jednolite żółte w małych kawałkach, takowe podsuszone, lekko, średnio i bardzo-twarde parmezanki, zielono-pleśniowe rokploidalne, w wersjach z pleśniakiem szaro-zielonym i zielono-szarym, białe brie w białych kożuszkach, starsze z żółtym wnętrzem, były nawet z oboma rodzajami pleśni, szczególnie eksponoano zaś jakies specyficzne, małe, fetoidalne kosteczki bez grzybni. niestety, nie dane mi było czuc ich zapachu. ze sklepu waliło dymem tytoniowym, była to sprawka sprzedawczyni która, wychylona przez ladę, z kimś dyskutowała. pewnie byłbym tak stał dość długo albo rozwinął kuszący wątek serów, gdyby nie wołanie zza pleców. bo widzicie, ja bardzo lubię sery, a ponieważ pod naciskami radykalnej wege-fiolki ostatnio rzadziej się z nimi spoufalam, tym większą darzę je estymą. bujnos! bujnos! prawie poczułem rękę na ramieniu. oderwałem wzrok od Serów, odwróciłem się i.. otworzyłem oczy. wołał mnie kuba-trzylatek. nie byłem dla niego surowy |
| nazywam się: | bujnos |
| namiar mailowy: | bujnos@orthodox.com |
| : | narozrabiałem. szedłem se normalnie od przystanku do domu (motyw powrotu i autobusów jakoś mocno obecny jest ostatnio w moich snach) i skróciłem sobie droge przez plac budowy. plac, jak i budowa, jest tu do dzisiaj, czyli jakies 15 lat. wyjąwszy ostatnie 2, zawsze panował na niej bałagan, nic się nie działo, walały się betonowe płyty i zardzewiałe konstrukcje. właśnie taka konstrukcja- jakaś pordzewiała karatownica- przykuła moją uwagę. maszerując sobie, pociągnąłem za sobą szkielet stropu, sądząc po umocowanych na nim oprawkach lamp. kratownica miała ogromną powierzchnię, musiała sporo ważyć, toteż rozradowany byłem faktem, że wlokę ją za sobą z taką łatwością. po kilkuset metrach jednak poczułem że zaczepiwszy o coś, kratownica "wstaje". w tym samym momencie przypomniałem sobie, że właśnie minąłem napowietrzną linię energetyczną. w moim śnie biegła ona w zupełnie absurdalny sposób, przez osiedle, między blokami. odwróciłem się i przeraziłem: wysoka na kilkanaście metrów konstrukcja przewracała się właśnie na druty wysokiego napięcia! ponieważ stałem pod nimi, odbiegłem kilkanaście metrów, by z bezpiecznej odległości ujrzeć wielkie snopy iskier i -nie wiem teraz skąd- chmurę ognia. niestety, cały ten fajerwerk zwalił się na kilku przypadkowych przechodniów, którzy znajdowali się akurat w miejscu zdarzenia. a ja się zmyłem :( |
| nazywam się: | Opal |
| wiek: | 23 |
| namiar mailowy: | no45@poczta.onet.pl |
| : | Długa, wąska sala. Na dłuższej ścianie w rogu drzwi. Na krótkiej – tej bardziej oddalonej – łóżko. Na nim rodząca kobieta. Ani razu jej nie widzę, po prostu wiem, że tam jest. Tak samo jak wiem, że ona to ja, mimo, że równocześnie stoję z boku i obserwuję. Przy jej-mojej głowie lekarz nadzorujący poród. Po zakrwawionej ścianie prześlizguje się wąż. Widzę wnętrze brzucha. Przypomina trochę sedes, dziecko zatyka głową odpływ. Jest mi-jej niedobrze. Ręce lekarzy w rękawiczkach, krew, krwawe smugi na ścianie, krwawe odciski stóp na podłodze. Czuję się obrzydliwie, ciągle myślę o tym, że to moja krew, która wypłynęła przez to dziecko. Znowu widzę wnętrze brzucha. Mlaśnięcie przetykanego sedesu i dziecko wypływa na zewnątrz. A raczej wyskakuje, jak pestka mocno ściśnięta w palcach. Nie czuć bólu – tylko uczucie wstrętu kłębiące się coraz wyżej w gardle, wykrzywiające twarz. Zakrwawione ręce pielęgniarki niosą dziecko.Za nimi ciągnie się fioletowosiny, ociekający krwią, bardzo gruby sznur pępowiny. Wszyscy wychodzą, zostaje tylko ona-ja i lekarz, który zaczyna zmywać krew z podłogi. Mówi: „Dziękuję, że pani nie zwymiotowała. Niewiele osób potrafi się powstrzymać. Wtedy ona przechyla się przez krawędź łóżka i wymiotuje na czystą już podłogę. |
| nazywam się: | Leh |
| : | Snilo mi sie z mieszkalem w miejscu ktore chyba bylo Australia a
wygladalo jak nabrzeze Amazonki (a raczej moje wyobrazanie o nim) w drewnianym domu z bali, w raczej naturalnych i spartanskich waunkach. Potem przenioslem sie do chyba Hiszpani, tam byla cos jakby szkola - i ta walsnie szkola najbardziej mi utkwila w pamieci, i wciaz jestesem pod wrazeniem. Otoz wygladala jak sredniowieczny zamek, albo sredniowieczne miasto, z kamiennymi uliczkami, z kamiennmi murami - przypominala Dubrownik, Split i inne jugoslowianskie miejscowosci. Te uliczki, dziedzince itp byly bardzo sliskie, a ja mialem sliskie buty wiec poruzszalem sie jak na lyzwach, od murku do murku, a musialem uwazac bo byly tam jaies odkryte fosy itp. Szczegolnie zapamietalem niczym nie zabezpieczony kanal, cos jakby row rozszerazjacy sie w dol, zwezajacy u gory, na plaskim dnie ktorego plynela czysta woda. Skojarzylo mi sie to z jakas sarozytna kanalizacja. Pozniej spotkalem tam kolege (do ktorego wlasnie robie BCC tego maila:) ) ktory studiowal tam juz od jakiegos czasu, i udalismy sie na zajecia do wiezy ktora stala poza tym 'zamkiem', byla nowsza i przypominala polaczenie sredniowiecznej baszty i budynkow (biurowcow itp) z lat chyba 70-tych - takich obitych pomaranczowym plastiiem na przyklad. Troche sie tam gubilem w tej wiezy, bo miala labirynt korytarzy, ale wygladala bardzo nowoczesnie i jasno. Potem lub przedtem zostalem przydzielony do jakich grup, mielismy sie uczyc jezykow obcych itp, a dalej nie pamietam. :) |
| nazywam się: | Podleś Mucha |
| namiar mailowy: | trzyem@poczta.onet.pl |
| : | Mialem proroczy sen dotyczacy zycia pozagrobowego. Z poczatku, przysnily mi sie klimaty a'la Hory i jego wozy. Siedzialem za kierownica zajebistego auta terenowego. Moze Horo go rozpozna - wygladalo troche jak splaszczony jeep, duze kola (ale nie za duze), brak dachu - otwarty, dosc kwadratowy. Czarna, zapackana blotem karoseria. Czulo sie moc silnika. Zamiast reflektorkow - gigantyczne, opancerzone pingle. Owym szatanem pomykalem na zawieszonych w przestrzeni, poskrecanych jak wstega Moebiusa szarych jezdniach. Wygladalo to tak, jakby ktos powycinal szosy i poulamywal czesci blokow, wszystko splatal w monstrualny wezel i zawiesil w prozni. Czasem wypadalem z trasy i z olbrzymiej wysokosci spadalem na nizej polozone pasy. W koncu grzmotnalem podwoziem z bardzo wysoka i przeskoczylem do epizodu drugiego. Tym razem znajdowalem sie w mieszaninie pokojow z roznych mieszkan w klatkach schodowych. Bylo gdzies tam mieszkanie Ciecwierza i Modzela oraz inne zakamarki. Mieszkania byly mroczne i puste, wygladaly zreszta na zaniedbane. Dominowal kolor brazowy. Doszedlem do wniosku, ze w pokojach wyczuwa sie czyjas obecnosc. Metodą zatrzymywania oddechu, doprowadzilem sie do stanu smierci klinicznej i zaczalem zauwazac pewne szczegoly. Tam ktos byl. Dopiero po dluzszych, polzywych spacerach dostrzeglem zagadkowego osobnika. Istota przypominala pomalowanego na srebrny kolor karla z antenka na glowie (teletubiś?). Wysilkiem woli doprowadzilem sie do jeszcze gorszego stanu i bedac prawie po drugiej stronie, porozumialem sie z nią i dowiedzialem sie, ze jest to osobnik meski, ktory nie zyje juz od kilku miesiecy i walesa sie po labiryncie mieszkan. Razem rozpoczelismy male podrozowanie. Im glebiej sie zapuszczalismy, tym Pozagrobo wygladalo gorzej. Byly tam jakies niedokonczone remonty, zapsute lazienki, porosniete pajeczynami wanny. Istota zycia pozagrobowego bylo to, ze po smierci zyjesz, ale zmieniony w srebrnego teletubisia łazisz po zepsutej rzeczywistości sam przez wieczność. Żywych nigdzie nie było widać. Karzeł był w zasadzie zadowolony z takiego stanu rzeczy i ciągle powtarzał, że tek właśnie wygląda niebo. Tu nie trzeba było zreć czy srać. Łaziłeś tylko i próbowałeś nie narazić się na niebezpieczeństwa. W zasadzie, był to jakiś tam rodzaj wolności. Byłem już za długo w Pozagrobo, bo coraz bardziej zaczynalem tracić kontakt z rzeczywistością, a bardziej wnikałem w świat zapleśniałych pokoi. Wówczas zobaczyłem, jak wyglądają niebezpieczeństwa. Przez przedpokój przepływał endoplazmatyczny wieloryb o wielkich ustach kobiety, z ktorych wystawały trzonowe, białe zęby. Gigantyczna, półprzezroczysta kijanka węszyła, szukając zmarłych i pragnac ich pochłonąć. Byłem przerażony. Zrozumiałem, że to jedno z niebezpieczeństw o których wspominał karzeł. Zaczeliśmy biec pomiędzy pokoje. W trakcie uczieczki zabarykadowaliśmy się w jednej z łazienek. W wannie był trup młodego gościa. Leżał w zimnej wodzie i miał szeroko otwarte usta. Pewnie zawał podczas kąpieli. Logika snu wskazywała, że jest to ciało teletubisia. A więc tak zginął. Nie wiedząc czemu, zacząłem się modlić. Nastąpił jakiś nagły napływ sennej religijności. Wszystko zaczęło trzeszczeć. Teletubiś rozpłynął się (został zbawiony?). Pojawiła się też teletubisiowa, która jak się okazało, uprawiała sex z żywym wówczas denatem w wannie, co zakończyło się zejściem. Potem wszystko porwało się na strzępy i obudziłem się. Cały dzień łazi mi od rana po łbie ten wieloryb. Podleś Mucha |
| nazywam się: | Piter |
| wiek: | 22 |
| : | Sen, który chcę opisać przyśnił mi się wiele lat temu, kiedy byłem bardzo małym chłopcem.Rozpoczął się,moim przebudzeniem, tak jakbym na prawdę wstał z łóżka. Nagle poczułem,że mam całe ucho we krwi i jest ono strasznie poszarpane. Matka wzięła mnie do lekarza, a właściwie lekarki, która stwierdziła, że pogryzł mnie jakiś demon i dzisiejszej nocy absolutnie nie wolni mi zasnąć gdyż demon przyjdzie ponownie i zabije mnie.Nadszedł wieczór, a ja siedziałem w krzakach przed domem w oczekiwaniu na demona. Znalazła się przy mnie nieznana mi dziewczyna, a po chwili pojawił się sam szatan. Stanęliśmy przed ogromną dziurą w ziemi, która składała się z dwóch poziomów. Szatan powiedział,że mamy skoczyć w otchłań, a kto spadnie na niższy poziom ten trafi na zawsze do piekła. Skoczyłem pierwszy i spadłem na wyższy poziom, nieznajoma dziewczyna natomiast poleciała niżej.Ostatnią sceną snu jaką pamiętam jest moment kiedy stoję z szatanem nad otchłanią i oglądam tortury nieznajomej. |
| nazywam się: | Julka |
| wiek: | 16 |
| : | Dobra teraz ja: śniło mi sie to pierwszy raz, wróciłam jak zwykle ze szkoły i mama zadzwoniła do mnie na komurke -gdzie jestes? -w windzie! -jedz szybko bo obiad czeka! -dobra. skonczyłysmy rozmowe i weszłam do domu gdzie nikogo nie było nagle słysze telefon i słysze moja babcie -Julka! przyjedz szybko nad morze! no i pojechałam. tam czekał na mnie Sławek mój ojczym ale nie było mojej mamy tylko cos lezało na piaszczystej plazy. sławek poprosił mnie odkrył recznik a tam....... moja martwa mama pobiegłam szybko do domu gdzie czekał na mnie telefon od mojej babci ktora sie pyta -wiesz gdzie lezy twoja mama? i wtedy sie obudziłam z płaczem i płakałam tak z pol godziny |
| nazywam się: | LeweOkO |
| wiek: | 26 |
| namiar mailowy: | stork@irc.pl |
| adres wuwu: | http://......./ |
| : | mialem nie pisac, ale trudno. bardzo dziwny sen mialem. bylo przedstawienie, jakies tam, duzo obcokrajowcow, cos jak sala kongresowa i wielki ekran. cos lecialo na ekranie, nieistotne. i byl rudy dyrygent. kompletnie rudy, srednio dlugie wlosy i ukladaly mu sie w fale nad czolem. ja naturalnie siedze w pierwszym rzedzie. podszedl do mnie, poglaskal mnie po twarzy i z dziwnym niemieckim akcentem zapytal: kto pil z twojego szwedzkiego kubeczka? kto jadl twoim srebrnym widelcem? no i sie obudzilem. |
| nazywam się: | Vip3R |
| : | Ok a teraz ja.No wiec miejwiecej dwa lata temu snil mi sie taki
koszmar.Siedze przy komputerze i cos robie.Nie pamietam co..I nagle na
monitorze powoli zaczynaja pokazywac sie czyjes wnetrznosci.Serce,ktore
bije,watroba,jelita i nagle do pokoju wchodzi moja mama mowiac zebym zawolal brata bo jak widzi komputer sie zniszczyl.(Musze dodac ze formalnie to jego komputer).Wiec szukam go po domu ale go nie ma.zachcialo mi sie pic.Wiec poszedlem do kuchni po Coca Cole.Musze teraz opisac moja kuchnie.Jest niewielka , prostokatna.Naprzeciwko drzwi jest okno.A byla w moim snie noc.swiatlo wtedy zapalone i wszystko w oknie sie odbijalo jak w lustrze.Wtym odbiciu widze za mna stojacego brata.Mowi do mnie czescJa odwracam sie ale nikogo nie widze!!Ponownie patrze w okno (w ktorym wszystko odbija sie jak w lustrze) i widze mojego brata dziwnie usmiechajacego sie.I widze jak przechodzi przezemnie.W chwili kiedy przezemnie przechodzijastaje sie niewazki i jestem w pozycji rownoleglej do podlogi.i w tym momencie czuje taki niewyobrazalny strach.Ktory potegujemuzyczka jakby z horroru ale straszniejsza.Dopiero teraz ja slysze.Probowalem jakos wyleciec z pokoju i obudzilem sie.ufff naszczescie to tylko sen:) |
| nazywam się: | Danusia |
| namiar mailowy: | danusia_sen@poczta.onet.pl |
| : | Kiedyś bardzo często zdarzało mi się śnić świadomie ale chyba
zablokowałam ten " talent" strachem.Nigdy nie byłam pewna czy nic mi nie
grozi, zastanawiałam się gdzie ja właściwie jestem i czy tylko ja mam nad
tymi snami kontrolę.Nawet jeżeli to tylko ja mam władzę to sprawa i tak
nie jest prosta bo często i tak nie potrafiłam opanować strachu.Oczywiście
zdarzały mi się też przyjemne sny ale zdarzały się też takie:"leżę na łące
za domem , patrzę jak rodzice odlatują statkiem kosmicznym- już mi coś nie
pasuje ale orientuję się, że to sen gdy zamiast zwykłej wody w jeziorze
obok mnie widzę mieniący się obraz tapety z mojej łazienki - tapeta ta
przedstawia rybki wśród wodorostów, jest niebieska.Oczywiście ogromnie się
cieszę, w ręce mam parasol i otwierajac go i zamykając zaczynam się
poruszać w górę.Sielankę przerywają mi pijańskie okrzyki jakichś mężczyzn,
przez głowę przebiega mi myśl czy oni są niegrożni i w tym samym momencie
czyję jak mnie gonią- od tego momentu jakakolwiek myśl pojawia się w mojej
głowie od razu się materializuje.Ucieczka skojarzyła mi się z czymś co
oglądałam jako dziecko w telewizji i gdy odwróciłam się za siebie
zobaczyłam grupę ZOMO w ich przezroczystych maskach i z pałami w
rekach.Moje przerażenie sięgnęło zenitu - pomyslałam, że jedynym ratunkiem
jest wymyślec sobie jakieś małe zamknięte miejsce w którym się schowam i
będę bezpieczna- nie zdążyłam domyśleć tego do końca i znalazłam się w
ubikacji...w męskiej ubikacji(!?).Ale cóż podświadomość daleko nie sięga
zato ja miałam jedyną(jak na razie) okazję być mężczyzną i zrobiłam to co
każda inna kobieta zrobiłaby na moim miejscu i wymyśliłam sobie kobietę, z
którą zaczęłam się kochać(niesamowite uczucie ale nie oto mi chodzi).
Na swoje nieszczęście przypomnieli mi się zomowcy i oczywiście wdarli się zaraz do mojego pomieszczenia i zaczęli mnie gonić jedynym wyjściem było po prostu przestać myśleć - przykryłam głowę jakiś kocem ograniczając dopływ nowych bodźców i obudziłam się zlana potem...Zawsze strach pojawiał się w tych snach, może ktoś z grupowiczów poradzi mi jak mogę go przezwyciężyć lub potrafi mnie na tyle uspokoić i zapewnić, że strach ten jest bezpodstawny, że znów będę mogła tak śnić... |
| nazywam się: | Dragon |
| namiar mailowy: | losal@poczta.wp.pl |
| : | Od kilku dni w snach, wielokrotnie w ciagu nocy pojawia sie ta sma
postac. Jest to postac szczuplej dziewczyny z dwoma kucykami w okularach.
Nie widze jej wyraznie poniewaz najczesciej pojawia sie z boku, lub z tyl.
Kiedy sie pojawia towarzyszy jej odprezenie i emanacja pozytywnych uczuc.
Wtedy sen zmienia sie staje sie pelen pokoju i harmoni. Nie znam nikogo
podobnego i nie mam zadnej koncepcji na temat znaczenia tego snu,
powracajace motywy sa jednak istotne, czy ktos z was zetkna sie z czyms
podobnym, lub ma jakies sugestie? |
| nazywam się: | Danusia |
| namiar mailowy: | danusia_sen@poczta.onet.pl |
| : | Mnie też śnił się kościół pare dni temu.Ostatni raz w kościele byłam
dobrych kilka lat temu, w tej chwili weszłabym do niego tylko z ciekawości
- tak też było w tym śnie. Po wejściu uderza mnie nowoczesność miejsca z taką historią i tradycją.Ale, cóż dawno mnie tu nie było i kościół też ma prawo się rozwijać,nawet mi się to podobało - tak mi pasowało do naszych czasów.Wnętrze swoją wielkością, surowością i eleganckim wykafelkowaniem przypominał bogatą instytucję - bardziej bank niż kościół.Byłam bardzo przejęta,choć nie odbywała się żadna msza usiadłam w ławce i zaczęłam się rozglądać.Nie było tradycyjnego ołtarza,rzeżb,obrazów.W ścianę po lewej stronie wbydowana była ogromna atrapa aparatu fotograficznego. Czułam, że jest to bardzo ważny symbol - widac było jak za dużym skierowanym na mnie obiektywem przesuwa się migawka i mimo , że naprawdę nie robi mi zdjęcia wiem, że niesie to za sobą ważne przesłanie od Boga "Pamiętaj, że cały czas na Ciebie patrzę, nic się przede mną nie ukryje i niczego nie zapomnę". Jakby tego było mało za mną pod sufitem wisi wielkie zmechanizowane oko, którego sens jest podobny - za tobą też jestem- zdawało się wołać oko.Wiedziałam, że tak jest naprawdę - ON jest wszędzie i wszystko widzi, przez dłuższą chwilę było mi dobrze z tą świadomością.W końcu z jakiegoś powodu (nie pamiętam jakiego) zaczynam się czuć zaniepokojona i postanawiam wyjść, mam z tym małe kłopoty bo droga do wyjścia jest dosyć zawiła(wiem, że główne pomieszczenie kościoła znajdowało się na jednym z pięter) i czuję nieufność do nowoczesności kościoła.Gdy udaje mi się wyjść czuję ulgę i cieszę się, że jestem wolna i nie muszę tam wracać... Pierwsza myśl jaka pojawiła się po przebudzieniu to ta, że właściwie cały czas tak właśnie się czuję - na patelni u Boga lub u czegoś Bogu podobnego- z otwartą duszą i widocznym sumieniem...czy tylko ja się tak czuję? Może ktoś susi się na interpretacje? Pozdrawiam |
| nazywam się: | oneeya |
| wiek: | ! |
| : | wchodze na wysoka wieze wspinam sie po spirali schodow do gory....
pacze na poje stopy ma tylko 4 palce po drodze na schodach spotykam człowieka prosci mnie ze bym popilnowała jego zapachu podaje mi spiace dziecko i oddchodzi |
| nazywam się: | Agent Orange |
| wiek: | 21 |
| namiar mailowy: | agunia_80@poczta.onet.pl |
| : | Moze jeszcze kilka motywow ktore pojawilay sie w moich snach, choc
jusz nie pamietam calej fabuly tychze snow: - w drodze na alpejskie stoki skibusem, zatrzymalam sie w sklepie z bielizna gdzie sprzedawca byl David Bowie; kupilam 2 staniki: welurowy ciemnoniebieski i purpurowa satyna. - w modnym kurorcie, ktory wygladal jak typowy lesny ostrodek wypoczynkowy z lat 60. spotkalam Micka Jaggera i sie z nim calowalam. Bylo to obrzydliwe i robilam to tylko dla prestizu. - przeplynelam z mama Atlantyk wplaw za malym zolwiem. tydzien w jedna strone. aha i jak bylam mala to zawsze mi sie snily pozary i konce swiata. a konce swiata to zawsze byla sciana ciemnosci ktora przychodzila kiedy akurat bylismy w lesie i zbieralismy jagody i ja pytalam mamy 'czy to jusz koniec?' a mama mowila 'tak ale to nic'. |
| nazywam się: | Agent Orange |
| wiek: | 21 |
| namiar mailowy: | agunia_80@poczta.onet.pl |
| : | to jest taki moj sen klasyk, co nastapil jako drugi w serii snow o
zolwiach. A wiec jestem w warszawskim klubie Stodola gdzie jak sama nazwa wskazuje wypozycza sie konie zeby sobie pojezdzic. Wypozyczylam mojego, pani w okienku powiedziala ze zaplace pozniej, prowadze go przez tlum bawiacej sie mlodziezy w pomieszczeniu jak forum w mojej SP 305, i wyprowadzam go na zewnatrz. ale nie moge na niego wsiasc bo tam wszedzie strome zbocze, wiec szukam rownego gruntu a moj Dorodny Kon zamienil sie w Malego Kuca, prowadze go dalej a on sie zamienia w Duzego Zolwia. nie daje za wygrana postanawiam dosiasc zolwia ale on tak maleje i maleje ze sie boje ze mu trzasnie skorupka. Przychodzi pani z Duzym Psem i ja mowie: 'Pani! pani trzyma tego psa bo mi zje zolwia' a Pani sie tylko glupio usmiecha. szast prast Duzy Pies pozarl Zolwia po czym sam zmalal. a ja biore pania od psa pod reke i mowie 'Kochana, idziemy razem bo to pani sie bedzie tlumaczyc w okienku wydawania koni'. Pani sie usmiechnela przepraszajaco, idziemy do okienka, i ja mowie 'Prosze pani ja bralam Konia godzine temu, ale Pies tej pani zjadl mi Zolwia, i co teraz?' A pani z okienka mowi z usmiechem: 'a to nic nie szkodzi, te Golebie tak maja' KONIEC |
| nazywam się: | LeweOkO |
| wiek: | 26 |
| namiar mailowy: | stork@poland.com |
| adres wuwu: | http://...%20nie%20dam%20.../ |
| : | to bylo dawno, ale pamietam bo sen byl niepospolity. wrocilem do swojego domu z niepamietam skad i jak. albo nawet skads indziej. no i polozylem sie spac. i nagle przysnilo mi sie, ze obudzil mnie jakis huk. wstalem, swita... w domu nikogo pusto i cicho wszedzie i jakos pomyslalem sobie ze jestem sam na swiecie. i tak bylo oczywiscie... poszedlem szukac jakichs ludzi w okolicy i wszystko oprocz mojego domu wygladalo jak po jakiejs straszliwej wojnie. same zgliszcza... ale ani zywego ducha, ani nawet trupa. sladu zycia. wrocilem do domu zmeczony i brudny, cos zjadlem... siedze, mysle... i sie boje. i potworny lek mnie ogarnia w tym snie. przerazliwy. bo wiem ze cos jest straszliwie nie tak i nie wiem co. wpadlem w jakas zapasc i siedzialem pare dni w swoim pokoju w kompletnej ciszy... cos tam probowalem czytac. jadlem czasem. i skonczylo mi sie jedzenie. znalazlem klucze do piwnicy, bo pomyslalem o kompotach. [tu musze opisac moja piwnice - olbrzymia, 3 pomieszczenia, zamykana na stalowe drzwi jak z lodzi podwodnej. moj dom byl w czasie wojny urzedem celnym, i mam piwnice zrobiona ze schronu] wzialem klucze i ruszylem na wyprawe po kompoty i ogorki kiszone. schody, swiatlo, stalowe drzwi na wielka klodke... waski korytarz, zupelna cisza... wchodze do pierwszego pomieszczenia, zapalam swiatlo... a tam leza martwi moi rodzice i siostra. no i sie obudzilem. sie spalem do rana. sorry ze historia przydluga i bez happy endu, ale obiecuje ze wiecej nic nie napisze. |
| nazywam się: | -------- |
| wiek: | -- |
| namiar mailowy: | ---- |
| adres wuwu: | http://--/ |
| : | śnił mi się święty spokój |
| nazywam się: | rostok |
| wiek: | 23 |
| namiar mailowy: | rostok@irc.pl |
| adres wuwu: | http://prioris.mini.pw.edu.pl./~rostok |
| : | Sen zaczyna się w samochodzie. Siedzę na tylnim siedzeniu z jakimś księdzem. Nasz pojazd prowadzi niejaki Brzózka Brzózkiewicz. Jedziemy przez centrum jakiegoś miasta. Domy to wysokie drapacze chmór, które mają piaskowy kolor. Zaczynam się dusić. Tak jakby w aucie nie było powietrza. Zaczyna być coraz gorzej, nie mogę złapać tchu ani nic powiedzieć. Gdy wtem dzwoni komórka u Brzózki Brzózkiewicza. Zatrzymuje on samochód, wysiada. Odbiera telefon mówiac „Halo?” po czym podaje ją księdzowi mówiąc „To do ciebie. Dzwoni prezes Telefonii komórkowej”. Ponieważ drzwi są otwarte mogę złapać oddech. Dyszę ciężko a ksiądz spokojnie sobie rozmawia. Gdy kończy Brzózka odwraca się i grożąc palcem mówi „Księżulu! Jak ja jeżdżę samochodem to nie oddycham!” Wszystko znika i na tle jakiegoś nijakiego tła zaczynają wirować żółte prostopadłościany. Obracają się wokół rożnych osi, przenikają się (Z-Buffer). Robi się ich coraz więcej, I nagle pojawia się na środku ekranu (?!) napis: „Czy kolor to kolor?”.Miga kilka razy i znika. Potem „Czy kształt to kształt?” Tego nie wytrzymałem i obudziłem się. |
| nazywam się: | nenek |
| wiek: | 25 |
| namiar mailowy: | bojoodezijsie |
| adres wuwu: | http://taktoja/ |
| : | snilo mi sie ze kupowalem z moja zona wibrator do zabaw
erotycznych - i jaki wybralem ? taki w ksztalcie hilerowskiej wzniesionej piesci z napisem HITLERJUGEND |
| nazywam się: | nenkowa |
| adres wuwu: | http://nenkowa.blog.pl/ |
| : | Otóż śniło mi się, że widzę JĄ (jedna taka koleżankę) stojącą na trampolinie. Ona jest naga i opalona. Ma zajebiście płaski brzuch i stojące jak po silikonach piersi :))) Wygląda figurowo troche jak nowa Geri Halliwell z "Raining Man"... No więc stoi na trampolinie i mówi mi, że ma latynoskiego kochanka i że rozwodzi jest ze swoim mężem bo po co jej taki mąz, skoro ten latynos jest najlepszy na świecie i doprowadza ją do ogólnie pojętego szału. A ja stoje jak wmurowana na basenie i nie wiem co powiedzieć... :))) |
| nazywam się: | nenek, w morde |
| wiek: | 25 |
| namiar mailowy: | czesc bojo jak leci? |
| adres wuwu: | http://bojobojobojo.nnk.pl/ |
| : | no dobra, II sny z dzis pierwszy malu rzucik - koles ktoory zapowiadal wiadomosci, byl brunetem o afganskiej urodzie, mial czarny garnitur i body piercing w postaci platynowego kolka ale ie w BRWI tylko w lewej SKRONI. drugi : chodzilem z zona po lace i kwitla miedzy nami milosc - bylo zajebiscie tylko nigdzie nie moglismy sie dostac bo poniewaz wsedzie byly jakies mosty, tory,. autostrady - spalismy w budce droznika, potem chodzilismy po zalesionej gorce, potem poszlismy wzdluz toroow i trafilismy na kopalnie odkrywkowa ktoora byla jednoczesnie przedszkolem - staly tam zabawki dla dzieci. chcilismy wejsc do srodka - srodka pilnowal chodzac z karabinem zolnierz w szpitalnej pizamie,. a potem kot zrzygal mi sie na lozko i nie mpoglem dalej spoac. |
| nazywam się: | bujnos |
| namiar mailowy: | @orthodox.com |
| : | dobra, to będzie masakra: na marginie: proszę zauważyć że dzi¶ mamy taki a taki dzień. niepomne jak się to zaczęło ale w pewnym momencie wygl±dało jak nabór do jakiego¶ filmu tudzież dalej- scena z ogromn± ilo¶ci± statystów. jacy¶ mundurowi dzielili ludzi na grupy, przepędzali je z jednego miejsca w drugie, w każdym razie miałem wrażenie że ci ludzie- w tym ja- przybyli tu z własnej woli. ale tu nie było tak fajnie, jakas policja, krzyki, dosłownie niezłe auszwic, zapadł mi w pamięc taki moment, gdy już pogrupowani odchodzili¶my z tego placu(w dole-dolinie był) a ja jako¶ się chyba ci±gn±łem na końcu ostatniej grupy(ale nie byłem żadnym z tych uzbrojonych mili~/poli~ :) i widziałem tak± scenkę: uzbrojeni, poobwieszani kamizelkami/kaskami/radiami/bronia/innymi gadżetami żołnierze stoj± na rogach placyku, na ¶rodku dwóch plus dowódca- bo podobnie ubrany ale mniej na nim tego wisiało- i jaka¶ kobieta w czarnym grubym płaszczu. oni co¶ do niej krzycz±, ona do nich rozpaczliwie że 12 czy 15 lat wstecz robiła jakis film- tytułu nie pamiętam ale to było co¶ w stylu "uwolnić orkę". oni na to cos odkrzyknęli zaczęli w ni± pruć z karabinów. wtedy się poważnie przej±łem, nadal nie byłem pewien czy to nie jaka¶ pokazówa, ale tę agzekucję z całych tłumów widziało tylko kilka ostatnich osób, więc to mogło nie być na pokaz, w sensie pozorowane. potem znaleĽli¶my się w jakiej¶ jaskinii. musiałem się zsun±ć jak±¶ baaardzo w±sk± szczelin±. to był dłuugi komin którym zsuwałem się bez plecaka a za mn± inni ludzie, był tak w±ski że musiałem wypuszczać powietrze z płuc i w takim bezdechu zjeżdżać w dół całe metry. skała była wilgotna i żółtawo-porowata.[tu uwaga- kto¶ mi mówił albo sk±ds wiedziałem że tu pod ziemi± jest "co¶"- jakie¶ złoża lub zachodz± jakie¶ zjawiska które od powierzchni ziemi izoluja te skały przez krtóre musieli¶my się przeciskać. te skały albo były tak trudne w obróbce że nie udało się przej¶cia poszerzyć, albo nie zrobiono tego z jakich¶ innych-ważnych-względów] tym samym kominem prowadziła w dół jakas instalacja- rura ¶rednicy kilku cm ze skrzynkami które utrudniały przemieszczanie, bo było i tak nieludzko mało miejsca. a na dole- spooory plac, chodnik, sporo ludzi, zamieszanie, nawet cos w rodzaju nieba, ale to było niebo czerwonawe, skłębione, z dymu i ognia, jak w doomie. kto¶ znów próbował nas ustawiac w szeregi. i nagle zaczęło dziać się co¶ strasznego. wygl±dało to jak rój spadaj±cych meteorytów. białe smugi strzelały z płomienistego nieba, ono samo rozja¶niło sie do jasnej czerwieni, jaskrawej żółci a miejscami do bieli. co¶ równie dziwnego działo się z podłog±/chodnikiem. gdzieniegdzie trafione "emami" [emy - to to co¶ strzelaj±ce z góry] sze¶ciok±tne płyty rozpalały sie do biało¶ci, przekrzywiały i wywracały. ludzie trafieni emem też sie ropalali do biało¶ci i wybuchali/rozpadali. najwyraĽniej działo się tak też z wieloma nie trafionymi, niektóre postacie same z siebie przybierały wygl±d topionego szkła i rozgrzawszy się do biało¶ci, rozpryskiwali się. ale nie wszyscy- pamiętam jakiego¶ modela który sam nieĽle pomarańczowy biegał między mimi (wysoki i chudy, ubrany był przy tym w jakies ¶mieszne białe getry, poza nim sporo ludzi też je miało)i obserwacja tego co się dzieje bardzo go zajmowała, przebiagaj±c obok mnie nawet rzucił jaki¶ text w stylu "nieĽle się dzieje doktorku, co?" i pobiegł dalej a ja zostałem w tym swoim zdumieniu. nie wiem nawet czy też się "rozgrzałem". aha- może to był r9? nagle wszyscy (nierozsypani-s±dzę) zmierzamy dok±d¶, idziemy pod górę, jak w jakiej¶ auli, ku ostatnim ławkom, ale stajemy przodem do nich- tzn ostatnich, bo ostatnie s± pierwszymi, przód jest na górze. dziwny zreszta ten przód- wygl±da jak skrzyżowanie ołtarzyka z ogódkiem alpejskim. ja stoję jako¶ w 2-3 ławce. za chwilę wszyscy cos gramy lub ¶piewamy. i nagle kolo po prawej wygrywa solówkę pałeczk± na dzwoneczkach, takich ławkowych, co wygl±daj± jak surowe kajzerki czy purchawki. dziwna ta jego melodia, mimo braku wprawy wyraĽnie pojechał w improwizację, aż tu nagle te dziwne dzwoneczki same zaczynaj± co¶ grać/¶piewać! maj± oczka i mordki! i ten kolo, kojarz±cy mi się z wczesnym mierzwusem [co ntb przysłał wezwanie na ¶lub w ¶rodku wakacji- sorki chłopie] odwraca się i wskazuje kogo¶ w¶ród publiki-"TEN!". Odwracamy się i dostrzegamy jakiego¶ zakapturzonego go¶cia który zamiast twarzy ma niebieskaw± po¶wiatę z drobnymi żółtymi akcentami- w sumie wygl±dało to jak mglisto- galaretowaty baaardzo wypukły ekran 14' z małymi ikonkami. w każdym razi eten kolo został zadziwiaj±co zgodnie WYBRANY. ludziska zaczęli się cieszyć i wiwatować, i ja i pozostali-oni chyba nawet bardziej- miałem wrażenie że uczestniczę w czym¶ cholernie ważnym, a oni przy tym jakby wiedzieli o co chodzi. |
| nazywam się: | magda buczek |
| wiek: | 21 |
| namiar mailowy: | masmag wp..... |
| adres wuwu: | http://sen%20real%20hardcore,%20teksańska%20masakra%20to%20teletubisie/ |
| : | A teraz mój sen > > Późne popłudnie, mam nie do odparcia ochotę na wiśniową kolę, ale w niedzielę wszystkie > sklepy są na Starowiślnej zamknięte, te z kolą, idę w jedyne miejsce w Krakowie, gdzie > o każdej porze można dostać wszystko: tytoń, alkohol, fajki, lufy, bibułki, kola > wiśniowa bankowo też będzie, czyli do monopolowego przy dworcu, oczywiście tabuny > turystów, zaczepiają mnie dwaj Holendrzy z szachami pod pachą tego z długim piórem, > proponują wspólną sesję, ale ja mówię w szachy nie gram, we trzech: co to jest?!, pije > cherry coke, przed sklepem już noc, więc swoim burżuazujnym zwyczajem biorę taksówkę do > domu, wsiadam do auta, a tam dwóch kierowców, ubrani jak w gangu olsena, takie > warszawskie "fyluty", co zabawiają cię rozmową podczas kursu, chcesz czy nie. > Jadąc już Starowiślną, proponują mi interes: żeby nie płacić podatku od zysku pieniądze > podobno ogromne, zdeponują na moim prywatnym koncie.Wyczuwam coś W POWIETRZU i uczona > uprzejmości w śliskich gadkach grzecznie odmawiam, że nie mam takiego rachunku, że bank > nie pójdzie i te de, gdy nagle orientuję się, że faktycznie coś nie tak bo taksówka > dawno minęła mój budynek, ja pierdolę wyjechaliśmy do jakiegoś pieprzonego getta!!! > Otoczenie przypomina trochę slumsy z "Absolute beginners" ze śliczną Patsy K.,czyli > Londyn lat 50., walące się kamienice czy aczej atrapy wymalowane pastelowo, miasteczko > senne, ludzie jacyś poprzeierani za siebie, wyskakuję z taksówki, łapię policjanta za > rękaw i okazuje się, że on ma tylko taki fartuszek z przodu imi tujący mundur, reszta > bez ubrania.Jestem w amiku, muszę się wydostać, ale....wszystko ogrodzone jest siatką, > podbiegam do niej i teraz widzę, z czego jest zrobiona: każde skrzyżowanie splotu > druta to supeł zawiązany na kikutach niemowlęcych nożek i rączek, tysiące było tych > niemowląt, ciałka bez głów, dłoni i stóp, wszystko powiązane siatkowym drutem. > Ja w desperacji nic nie czuję, wspinam się po tek makabrycznej siatce, depcząc zwłoki, > uciekam, i z lotu ptaka oglądam to całe pierdolone towarzystwo, wyróżnia się z nich > duża, potęzna można by rzec Murzynka, ubrana w rokokowe ciuszki, krynolina, peruka, > widać, że ona jest tu szefem, głośno śmieje się z moich wysiłków ale robią widocznie na > niej wrażenie bo, gdy ostatecznie spadam z ogrodzenia, zamiast potraktować mnie > rutynowo ( wszędzie stoją pręgieże z torturowanymi na przeróżne sposoby ludżmi, > niektórych znam z widzenia), OPROWADZA mnie po mrocznym królestwie. > wchodzimy do budynku, tam widzę rzeczy których nawet nie jestem w stanie opisać, w > drugiej sali za to widzę wyrażnie, przy stolesiedzą zajebiście bawiąc się ludzie, > trochę umundurowani, trochę estradowo zrobieni, rozpoznaję jednego kolesia i myślę: > jeżeli on może to ja też, to jedyne wyjście z tego piekła. Mowię do Dużej że zgoda i w > tym momencie dostrzegam w kącie przywiązną do stołka zmasakrowaną moją stzrszą siostrę, > która błaga o śmierć. > Nie wytrzymała - mówi do mnie Murzynka, ja potwierzdzam że przyłączam się do nich ale > pod jednym warunkiem, że nie będę musiałą zabić własnej siostry, na co Murzynka w > śmiech, że nawet o tym nie pomyślała, że to przecież zadanie dla mojej matki!!!!! > Ona nigdy by tego nie zrobiła, mówię, możecie ją żywcem ciąć na kawałki. Wtedy ona > podchodzi do mojej siostry i bierze ją za rękę: Taaaak? > A jak myślisz, kto jej obciął wszystkie palce? |
| nazywam się: | belle |
| wiek: | 24 |
| namiar mailowy: | belle@bzdura.com |
| adres wuwu: | http://www.belle.art.pl/ |
| : | no wiec mi sie dzisiaj snilo, ze cichaczem zrezygnoalem ze swojej obecnej pracy, zloyzlem podanie do innej formy, w ktorej juz ongis pracowalem. do gazety wyborczej. tym razme chyba jako grfaik netowy, czy jakis inny webmaser. w sumie nie pammietam. wiem, ze stalem w kolejce u heldesk'ow, zeby wziac dla siebie komputer. korytarze w firmie wygladaly zupelnie jakbym byl w szkole, albo u mojej madre w przychodni. no, to sie moze jako wszystko miksowac, biorac pod uwage, ze pacholeciem bedac mieszkalem tuz obok budynku, gdzie obecnie jest GW, moja mama pracuje z nimi przez mur, a ja codziennie tanmtedy przechodzilem idac wlasnie do szkoly. no, we snie mialem tylko jeden szkopul - dostalem nowa prace, a jeszcze nie zrezygnowalem ze starej. niestety, nie pamitam jak rozwiazalem te sytuacje. a swoja droga w tym miejscu pojawiaja sie kolejne paralele. ale moze o tym przysni mi sie next time. papa. |
| nazywam się: | menele z Malty |
| wiek: | młodzi |
| namiar mailowy: | viannette@wp.pl |
| : | spalismy w wozie transmisyjnym na malcie i snilo nam sie ze przyszedl kongres i zaczela sie paplanina gadanina paplanina gadanina rewolucja paplanina etc |
| nazywam się: | KARENINA |
| wiek: | 19 |
| namiar mailowy: | NIGDY NIE PAMIĘTAM |
| adres wuwu: | http://.../ |
| : | NIGDY W ŻYCIU NIE WIDZIAŁAM KWIATU DYNI, ALE WIEDZIAŁAM ŻE TO TO.COŚ PODŚWIADOMIE MÓWIŁO MI, ŻE WŁAŚNIE TAK WYGLĄDA.NA WYSOKIEJ GÓRZE, ZARAZ POD LASEM...,ŚCIEŻKA...,SZLAK...,KWIAT DYNI? I COŚ MÓWIŁO : IDŻ ZA KWIATEM,ON CIĘ ZAPROWADZI, ZOBACZYSZ MIŁOŚĆ TYLKO RAZ, POŻEGNAJ SIĘ Z NIM. WIATR ROZWIEWAŁ MOJE WŁOSY I SUSZYŁ ŁZY. PATRZYŁAM NA NIEGO MÓWILIŚMY BEZ SŁÓW. MUSZĘ ODEJŚĆ... |
| nazywam się: | nikt |
| wiek: | ... |
| namiar mailowy: | misiak@tenbit.pl |
| adres wuwu: | http://.../ |
| : | mieszkalem sam. ja 18-letni, palacy wciaz papierosy i wciaz z chaosem
w glowie. mialem swoj dom czy pokoj. pozniej przyjechaly skads 2
dziewczynki i ich ojciec. oni byli mi w jakis sposob bliscy. jakby moja
wlasna rodzina lezc nie spokrewniona. cos w tym rodzaju. pamietam tylko
jedna z "dziewczynek". miala suknie z anglii, epoki wiktorianskiej - duza,
przelewajace sie falbankami, na glowie czepek. obok niej stal pies -
bernardyn, taki jak z obrazka, czyli z idealnie gladka, biala sierscia
naznaczoan brazowymi latami. dziewczka pytala dlaczego psa nie mozna
poprostu nazwac "Dawid", tylko musi byc cos pompatycznego, bajkowego i
ulozonego (jak np. Aleksander - ale to moja inwencja po przebudzeniu).
chcialem sie do nich wprowadzic, ale ojciec - w nocnej koszuli z czepkiem (takim podluznym, bialym oczywiscie) powiedzial, ze nie moge. w koncu pale papierosy i zrobil bym balagan. jednak w tych slowach nie bylo surowosci, a ja potraktowalem wszystko naturalnie. poprostu mial racje, ze przeszkadzalbym. a i tak mieszkalem blisko. pozniej szkola. moja szkola ze strasznie wydluzonym, mrocznym holem. gdzieniegdzie odblyski swiatla z nisko polozonych okien tanczyly na scianach. inaczej - listonosz (kobieta) przyszla do domu (opisanego powyzej) i dala mi iles tam pieniedzy. pozniej znalazlem sie w szkole, juz jako obserwator (chyba). pieniadze mial moj kolega. mowil, ze to na jakies deski, nagroda czy cos. |
| nazywam się: | Tobasco |
| wiek: | XXX |
| namiar mailowy: | tobasco@wp.pl |
| adres wuwu: | http://ni%20ma/ |
| : | Sniłem że miałem fajny klub do którego chodziliśmy z kumplami i wygladał jak dom czyiś było tam bardzo przytulnie (nawet TV) kanapa, fotel, mebelki, wchodziło się tam przez specjalne przejście w bloku mieszkalnym chodząc tam juz codziennie pewnego razu przyjechał właściciel tego domu i nas wypier..lił SMUTNE ZAKOŃCZENIE he he NARA-ZIE |
| nazywam się: | enenek |
| wiek: | 666 |
| namiar mailowy: | czesc bojo jak leci |
| adres wuwu: | http://ten%20sam%20bo%20nie%20mam%20czasu/ |
| : | zanim zapomne, zreszta caly juz zapomnialem ale najwuekszy koszmar mininego lata w tym snie to bylo to ze upuscilem aparat na zienie (foto), i sie odlamal i zgial obiektyw, z obiektywu zrobil sie jakby banan z blachy, w aparacie byly szczatki dlugopisu. a ja we snie wiedzialem ze nei moge zaplakac bo mezczyzni nie placza wiec schowalem sie pod koc zeby przeczekac. zdziwil meni troche ten sen |
| nazywam się: | J3tMan |
| wiek: | 18 |
| namiar mailowy: | jetman2k1@marijuana.com |
| adres wuwu: | http://www.kocham.ja.prv.pl%20-%20ale%20to%20nie%20o%20mnie.../ |
| : | Coz,to moj pierwszy dream-report ;) tutaj,wiec z baaaardzo bogatych
zbiorow wybieram ten,ktory dla mnie ostatnio najwiecej znaczyl. Przyjecie
urodzinowe...ktos ,moze wiecej osob obchodzi 18stke.Wszyscy sie bawia
,duzo ludzi zaproszonych,ale jednak wszystko dzieje sie w jakby za malym
pomieszczeniu. Pija wodke. Niektorzy juz wstawieni inni nie. Gra jakas
muzyka. Swiatlo przygaszone. Po raz pierwszy dla mnie caly sen dzial sie w jednym pomieszczeniu - tej sali,gdzie wiekszosc sie bawila,i chociaz widzialem okna,za ktorymi w sumie bylo ciemno [noc?] i dobrze oswietlone tylne wyjscie na zewnatrz to nie chcialem wychodzic.Bo wsrod imprezowiczow byla Ona.Ta,dla ktorej zrobilbym obecnie wszystko.Oczywiscie byl tam tez i jej chlop.Wiedzialem,ze nie moge jej poprosic do rozmowy. Wiedzialem,ze nic z tego nie bedzie.Poczulem smutek i zal. Staralem sie bawic- nie za bardzo wychodzilo.Sceneria ,powietrze zrobilo sie jakby szare.Wszystko smetne w przygnebiajacych kolorach ,jak gierkowskie blokowiska... Po jakims czasie - widze,jak Ona wstaje [przez caly czas siedziala przy stoliku ze swoim menem] ,podchodzi do mnie - lekkie speszenie, - ale mysle sobie,co mam do stracenia - prosze Ja do tanca,leci cos wolnego ,przytulamy sie do siebie - po jakims czasie zaczynam mimowolnie wyjasniac jak wyglada sytuacja,jak bardzo mi na niej zalezy. Czuje,ze to rozumie.Ucina moja wypowiedz. Mowi szeptem - "wiem o wszystkim,juz nie musimy sie niczym martwic" - i wtulamy sie w siebie jeszcze bardziej.Na zewnatrz ciagle szaro,ale przestaje mnie to obchodzic. Odpowiadam - "we snach jestes pierwsza i moja" . Po chwili jestem juz w realu. Jakze banalny sen.Jednak jakze dla mnie wiele znaczacy. |
| nazywam się: | ola |
| wiek: | 25 |
| namiar mailowy: | olasza@poczta.onet.pl |
| adres wuwu: | http://www/ |
| : | Ale miałam dzi¶ sen! Straszny! ¦niła mi się inwazja czarnych kałamarnico-paj±ków. Najpierw byłam w pokoju, gdzie hodowali takiego jednego - był jasny i leżał na podłodze tak, że głowa sterczała pionowo a odnóża były rozłożone na podłodze pod cienk± warstw± czego¶ i wygl±dały jak korzenie drzewa. Z ich końcówek wysuwały się czarne, coraz dłuższe macki. Obrzydliwe! A potem nast±piła inwazja. Byłam w jakim¶ mieszkaniu i wiedziałam, że nadchodz±. Czarne, pełzaj±ce kształty skradały się i atakowały znienacka. Zamknęłam drzwi i czekałam. Kiedy jaki¶ przeciskał się przez szparę, ja kroiłam go na kawałki... Cały czas zastanawiałam się, jak szybko się rozmnażaj±. Nie wiem, jak to się skończyło, ale wolałabym, żeby dalszy ci±g mi się już nie ¶nił. |
| nazywam się: | Dragon |
| namiar mailowy: | losal@poczta.wp.pl |
| : | Mialem dzis wyjatkowo zakrecony sen zaczal sie niewinnie
przebudowywalem dom wedlug oryginalnych koncepcji aczkolwiek byly na tym
tle pewne konflikty.Potem nameczylem sie aby pijanego sasiada bezpiecznie
przeprowadzic przez tory. W koncu przeciskajac sie miedzy rurami po wielu trudach udalo mi sie dotrzec do domu. W srodku okazalo sie, ze odwiedzil mnie kolega ktory wystapil z zakonu. Chcialem z nim porozmawiac, ale nie bylo latwo bo masa ludzi robilo tam zamieszanie, krecili sie tam tez zmarli. W koncu przeszlismy do sasiedniego pokoju i zapytalem dlaczego wystapil z zakonu on odpowiedzial tajemniczo, ze z tego samego powodu z ktorego ja nie wstapilem. W chwile pozniej dziewczyna z ktora byl w dziwny sposob stala sie czterema dziewczynami i zaczela sie jakas dziwna impreza na ktorej pilismy jakis specyfik z dlugiej waskiej rury atmosfera stala sie psychodeliczna i znalazlem sie z kregiem dziwnych ludzi, ktorzy zachecali mnie abym poznal rozkosz i szczescie poprzez zjednoczenie sie z umyslem szatana. Tlumaczylem im ze moja orientacja swiatopogladowa jest nieco inna i mimo, ze doceniam ich propozycje nie jestem specjalnie zainteresowany jednak oni nalegali. W koncu pomyslalem a co mi zalezy sprobowac dowiem sie jak oni to widza i zgodzilem sie na te inicjacje. Wtedy wchlonela mnie ciemna wszechogarniajaca przestrzen bedaca kwintesencja wszystkich przyjemnych swiatowych doznan. Doswiadczalem niezliczonej ilosci przyjemnych emocji i stanow umyslu. Kiedy poznalem je powrocilem do kregu inicjujacych, wowczas Lindrin wladczyni kregu zapytala mnie czy rozumiem, ze to jestmoja sciezka i czy doswiadczylem kiedys czegos podobnego co moglo by sie z tym rownac. Odpowiedzialem, ze istotnie bylo to ciekawe i inspirujace doswiadczenie, ze teraz rozumiem ich lepiej, ale oni nie rozumieja mnie ani sciezki ktora krocze, ktora przekracza te doswiadczenia i wtedy obudzilem sie. |
| nazywam się: | ola |
| wiek: | 25 |
| namiar mailowy: | olasza@poczta.onet.pl |
| adres wuwu: | http://ni%20ma/ |
| : | W zasadzie niewiele pamiętam... Opisać potrafię tylko jeden fragment. Na pewno ¶nił mi się belle. Przygl±dał się z bliska mojemu oku. Potem powiedział, że mam ładny wzór na Ľrenicy. No i wsjo :) |
| nazywam się: | mówcie mi hugo |
| wiek: | 22 |
| namiar mailowy: | keoki@go2.pl |
| adres wuwu: | http://nie%20posiadam%20padam,%20padam/ |
| : | wszystkie inne sny już trochę miesięczne, a mój tylko kilkudniowy.... spałem jak zwykle nie mówi±c nic nikomu, gdy nagle we ¶nie przyszedł do mnie mój dziadek ( a było ich wczesniej dwóch, teraz nie ma ani jednego ) i zwrócił sie do mnie w te słowa: jutro rano, tuż po przebudzeniu zjesz talerz zupy mlecznej. stan±ł mi przed oczyma duszy mojej talerz pełen dymi±cej kaszy mannej, bo taka zupkę jadałem będ±c mniejszym dzieckiem. cóż było robić jak nie posłuchać dziadka? jadłem tę zupę aż mi się uszy trzęsły. smaczna była, gor±ca, doskonale ugotowana. potem była zmiana, we ¶nie przyszła pora na inne postacie i inne posiłki, ale o tym opowiem innym razem. pozdrowienia dla poszukiwaczy szczę¶liwej Miło¶ći i zagubionej skuwki od długopisu. |
| nazywam się: | nenek |
| wiek: | 24 |
| namiar mailowy: | http://www..enenek.com |
| adres wuwu: | http://fufufu/ |
| : | chodzilem po lazienkach i szukalem roweru. pilem peyotlowy koktajl z malej probowki. upilem kogos. bylo ciemno ale jasno tak jakby byly spotlighty. upilem mariana |
| nazywam się: | Dragon |
| namiar mailowy: | losal@poczta.wp.pl |
| : | Mialem bardzo ciekawy sen, ale nie chodzi o jego fabule chociaz tez byla ciekawa tylko o to, ze w tym snie rownoczesnie bylem wszystkimi kluczowymi ososbami. Bylem rownoczesnie zolnierzem pilnujacym tajnego poligonu, zatrzymanym przez niego wipem, ochroniarzem wipa, dowodca tajnego poligonu, specjalnym wyslannikiem badajacym te sprawe itp. I to rownoczesnie. Zatrzymujac samochod wipa jako rzolniez rownoczesnie obserwowalem to jako wip i jego ochroniarz zas kazda z tych osob byla inna czula i myslala inaczej co prawda w niektorych momentach bardziej utozsamialem sie z niektorymi postaciami niz z innymi, ale przez wiekszosc snu bylem wszystkimi by w finalowej scenie utozsamic sie z dziwna zmiennoksztaltna istota strzegaca porzadku i sprawiedliwosci i stoczyc zwycieska walke z tajna bronia ktora byl genetycznie zmutowany rzolniez o nadludzkich mozliwosciach. Pierwszy raz snilo mi sie cos takiego - co prawda raz jak pamietam wystepowalem w trzech osobach w pewnym snie, ale te osoby byly w roznych miejscach i stopien tozsamosci rosl w tej osobie ktora brala udzial w jakiejs waznej akcji, ale tak jak w tym snie byc wszystkimi na raz na rownych prawach jeszcze mi sie nie zdarzylo. Czy ktos z was mial juz cos takiego? Pozdrawiam Dragon |
| nazywam się: | leh |
| namiar mailowy: | apollo14@kki.net.pl |
| : | Byłem na jakims lodzie (okolice podbiegunowe, jak w filmie
archiwum X), i jechalem skuterem. Cos się dzialo przedtem, ale pamietam tylko ze ktos mial mnie zlokalizowac i odnalezc na podstawie GPS (w komorce ?). Zastanawialem się (a moze ktos mnie spytal) co by bylo, gdyby się w niej baterie wyczerpaly. Pomyslalem, ze wtedy zapalilbym ognisko i puszczal znaki dymne, i rzeczywiscie mi się baterie wyczerpaly. Powiedzialem ze mamy problem, ale jakos wtedy odnalazl mnie ten czlowiek. Byl to dla mnie partner, tak jak dla Robina Batman - on byl tym wazniejszym. W ogole to wszystko byl jakby film, a tym kims byl Hasselhof ? Jechalismy ul. Chopina w Rabce w gore gdy gwaltownie skrecajace auto spowodwalo ze otarlismy się o niego naszym (zielony Garbus) . Potem zobaczylismy dwa auta po wypadku, jedno palace się , a duzy kawalek jezdni byl pokryty jakby smola, troche się palil i wygladalo to jak po katastrofie samolotu. Przyjechali wiec strazacy (chyba dwoch, a ten haselhof byl trzeci). Zastanawialem się, kim ja jestem , skoro on jest strazakiem, i ktos mi wytlumaczyl ze jestem komadosem. Ze stojacego wyzej mobile homu (a moze duzej przycz. kemp.) wyszla kobieta w niebieskim szlafroku (?) - ladna blondynka z krotkim wlosami. akutrat mialem ochote zaspiewac “Love me tender” wiec zaspiewalem to jej, a ona się do mnie przytulila i skonczylismy lezac przytuleni na asfalcie. Gdy skonczylem piosenke zaczela się zbierac do pojscia, zastanowilem przez chwile czy jej nie powstrzymac (nie puszczac z objec) ale stwierdzielm ze lepiej zeby ja zatrymywac na sile, to zeby sama chciala byc ze mna - wiec jak się zaczela zbierac, powiedzialem cos, chyba ze chcialem zeby byla ze mna - i ku mojemu zaskoczeniu i radosci wrocila. To byl najprzyjemniejszy moment snu. Po zaprosila mnie do swojego domu w miejscowosci na litere O... na jakims cienkim polwyspie(pokazala mi na mapie) (nie byla to floryda, ale nazwa miasta kojarzyla mi się z floryda).. Obudzilem się chyba rozmyslalac nad tym czy ta miejscowsc jest na Florydzie |
| nazywam się: | edith |
| wiek: | ? |
| namiar mailowy: | edith@ipt.pl |
| : | Szłam ulicą, łódzką brudną ulicą, wszędzie leżało mnóstwo psich kup, tak, że musialam je omijać. Kręcilo się tam też dużo bezpańskich psów, brudnych i opuszczonych. Te psy łasiły się do mnie, skakały na mnie, chciały mnie lizać, a ja nie chcialam tego. Innym ludziom dawaly spokój, przychodziły tylko do mnie. Byłam już tym zmęczona. W końcu nawet naplułam sobie na ręce, żeby je umyć po tych psach, bo w pobliżu nie było wody Szłam do domu starców odwiedzić moją zmarłą ciocię. Była taka piękna. Staruszka z uśmiechem na ustach, z piękną fryzurką z siwych włosow. Powiedziała, że u nich nie ma żadncyh psów, że nikt nie ma psa, jakby wiedziala co się dzieje na ulicy. I zachichotala do swojej koleżanki również staruszki. |
| nazywam się: | TRIPPER |
| wiek: | 22 |
| namiar mailowy: | tripper@wp.pl |
| : | Bylem w RPA. Szedlem sobie po miejskim chodniku, na ulicy stala otwarta furgonetka. Zajrzalem do srodka, wewnatrz siedzialo trzech gosci - Klaudiusz z Big Brother i dwoch innych. Jeden z dwoch innych powiedzial mi, ze dzis o godzinie 19 w kinie "Alternatywa" przy ulicy Reuters 3 bedzie mozna zobaczyc film "Kobiety topless opowiadaja o swoim zyciu" - nomen omen film, ktory chce bardzo obejrzec - i ze Klaudiusz jest rezyserem tego filmu. Poszedlem na Reuters 3. Kino okazalo sie byc urzadzone w starym bunkrze, pod plaza. Mialem jeszcze troche czasu do 19, wiec poszedlem na spacer dookola. Poszedlem na plaze. Niedaleko plazy znajdowal sie teren, o ktory toczyla sie wojna domowa w RPA. Ten teren byl kiedys katolickim cmentarzem, teraz ktos chcial zrobic na nim smietnik. Cmentarz byl otoczony przez zolnierzy z bronia na wierzchu, zolnierzy z jednej i drugiej strony konfliktu. Wszedlem na jedno z wzniesien na plazy i popatrzylem na morze. Po drugiej stronie morza widac bylo wybrzeze jakiegos mocno zurbanizowanego miasta, cos takiego jak Manhattan, wszedzie wiezowce, porty, nadmorskie bulwary itepe. Nagle na horyzoncie pojawila sie wielka postac, stojaca na wybrzerzu owego nowoczesnego miasta. Ta postac wygladala jak rastafarianin (choc byla przezroczysta, niektore kolory byly mocno wyraziste), zolnierze obu stron wygladali podobnie. Postac pomachala jednej grupie, grupa odmachala, po czym postac rozplynela sie w powietrzu. Zaraz potem pojawila sie grupa podobnycn postaci, ktore z kolei machaly do zolnierzy z drugiej grupy. Potem postacie rozplynely sie. Zszedlem z plazy. Poszedlem w kierunku miasta. Spotkalem swoja ciotke, poszedlem z nia do jej mieszkania. Rozmawiamy, rozmawiamy siedziac w kuchni, po czym ciotka oznajmia mi, ze moj ojciec wysyla jej rachunki za gaz, zeby placila w RPA, bo tam zuzywa sie mniejj gazu i jest taniej. Spytalem ciotki, czy ma grzejniki, schylilem sie pod stol w kuchni, zeby je znalezc, nie znalazlem i sie obudzilem, bo dzwonila moja komorka. To dzwonila moja mama, opowiedzialem jej wszystko, a ona odparla, ze ma nadzieje, ze wyjade do RPA, bo ciagle i ciagle o tym mowie i ci |
| nazywam się: | niunia |
| wiek: | 20 |
| : | mialam sen z marilyn mansonem.co dziwne-nie jestem fanka,nawet go nie lubie... bylo to na wsi,jakas ulica,malo ludzi,stare zabudowania.szlismy razem nad wode.on byl ubrany bardzo zwyczajnie,jakies jeansy,kurtka,wlosy dlugie czarne zwiazane z tylu, b.przerzedzone...byl moim facetem.caly czas ze mna rozmawial.w pewnym momencie weszlismy do knajpy zeby wypic piwo.bylam przerazona,bo zdawalo mi sie ze wszyscy zdaja sobie sprawe kim on jest i wyniknac moga jakies nieprzyjemne sytuacje.ale sie mylilam.knajpa miala wnetrze jakby restauracji,b.elegancko,tylko klienci to byli zwykli chlopi wiejscy w gumiakach,brudnych ciuchach i czapkach...usiedlismy na wysokich stolkach ale nie pilismy piwa.potem znalezlismy sie na jakims targu,mnostwo ludzi...nagle jakis koles sie dziwnie na mnie popatrzyl.nie spodobalo mi sie to,powiedzialam pod nosem "co sie gapisz...glupku" Marilyn to chyba uslyszal,tamten gosc takze.juz do mnie podchodzil z piesciami,a tu manson chwycil za parasolke,walnal go w oko,koles sie zachwial (oko mu nie wyplynelo),i jeszcze mnie przeprosil...potem juz w jakims pokoju na bordowym lozku odbyla sie gra wstepna...lezalam a marilyn zacal mnie rozbierac.byl strasznie podniecony.gdy juz mialo dojsc do ... (wiecie czego)...,odepchnelam go.Powiedzialam ze bez pewnej rzeczy tego nie zrobie...ze nie bede sie z nim kocha c bo sie boje (wiedzialam ze jemu chodzi o prezerwatywe i wiedzialam ze sie zmartwil bo jej nie ma).........................i po tych moich slowach wyciagnelam spod lozka butelke wina,wzielam lyka i..............sie obudzilam! kucze lyczek nie zaszkodzi!!!!!!!!a jaiej odwagi dodaje!!!! hehe.. |
| nazywam się: | magda |
| wiek: | 20 |
| namiar mailowy: | ranjana@poland.com |
| : | snilo mi sie to juz dawno...mialam biala suknie slubna i obok mnie maszerowal moj obecny chlopak---w snie pan mlody.szlismy gdzies,chyba na wesele.bylo ciemno.nagle pojawil sie ksiadz ktory mial twarz kobiety.jako dziecko znalam go.dawno juz nie zyje...wreczyl nam prezenty-ja otrzymalam wisiorek-byl to pomaranczowy balonik napelniony woda na sznurku a moj chlopak gumke do wlosow (ma krotkie wlosy).w pewnym momencie zauwazylam ze nie mam na palcu obraczki slubnej.bardzo mnie to zmartwilo.zaczelam szukac.pobieglam do domu.w malutkim pokoiku spotkalam mojego dziadka,ktory nie zyje juz od 6 lat.siedzial przy biurku i cos rzezbil.spytalam go gdzie goscie a on powiedzial ze poszli do garazu i pewnie tam pija wodke.caly czas szukalam obraczki.potem sie okazalo ze przyjecie weselne mialo sie odbyc w tym malym pokoiku i ze zaproszeni ostali tylko moi najblizsi...... |
| nazywam się: | helena |
| wiek: | 20 |
| namiar mailowy: | hkubaj@poczta.arena.pl |
| : | jestem tu przez przypadek,ok. snila mi sie kiedys pewna
droga.droga byla asfaltowa taka calkiem szara.ale ta droga byla zawieszona w przestrzeni na wielkich betonowych slupach , ktore niknely pod spodem w nicosci.wszystko bylo by ok gdyby nie kolor powietrza.byl fioletowo purpurowy,jak po wybuchu bomby atm.a powietrze bylo tak geste ze ciezko bylo nim oddychac ,jakby wlewalo sie do pluc niczym woda. jechalam ta droga rowerem , przedemna jechala moja koleżanka .przed nami na horyzoncie bylo widac miasto .nad miastem smog,totalne miasto przyszlosci.kominy wygladaly jak gruszki a domy jak kulki i klocki.i jedziemy tak na tych rowerach ,pod nami nic nad nami to samo.nagle z boku widze maly placyk tez zawieszony na betonowym slupie,tyle ze oddzielony od szosy stoi tam facet w szarym plaszczu,w kapeluszu.obok stoi maly chlopiec w koszulce w kolorowe paski. wszystko jest cholernie przygnebiajace ,maksymalna pustka. facet zwraca sie do chlopca ,ale czuje ze mowi to do mnie.-A TERAZ ZAPLACISZ MI ZA WSZYSTKO!-podnosi wysoko rece i wbija je w glowe chlopca widze jak rozrywa jego mozg. on to mowil do mnie i ja to wiem czemu ktos w moich snach ponosi kare za mnie?... |
| nazywam się: | irka |
| wiek: | 21 |
| namiar mailowy: | patrykkubajczyk@poczta.wp.pl |
| : | hej nazywam się irka i chciałabym opowiedzieć o moim ¶nie. ¶nił mi się film - wiedziałam że ogl±dam film. to był film o dzieciach, które malowały kredkami kolorowe obrazki. te obrazki były jakimi¶ przej¶ciami do innego ¶wiata - dzieci patrzyły się na nie i jako¶ przelatywały do wielkiego ciemnego pokoju gdzie były wielkie zabawki, plastikowe i bajecznie kolorowe - te zabawki były nawet większe od tych dzieci. (jak w Alicji w krainie czarów).Zabawki były agresywne i goniły jakiego¶ małego chłopczyka o blond włosach - to zreszt± był główny bohater filmu.Tam były jakie¶ fioletowe mrówy i takie tam inne.no i ten chłopczyk wbiegł do jakiego¶ korytarza, cały czas było ciemno.zasłonił oczy i powiedział,że nareszcie widzi.a potem co¶ go walnęło i on upadł i chyba umarł.i taki był koniec mojego snu. |
| nazywam się: | bujnos |
| namiar mailowy: | @orthodox-com |
| : | wysnilem spoooro dziwnych rzeczy po dosc pracowito- stresujacym 24-godzinnym dzionku, oczywiscie zgeszczenie wydarzen az do ostatniej chwili, padam, oczy mi sie kleja, walcze, wygrywam, zamkniecie prodzektu i w tym momencie zagadka bo mam godzine drogi do chaty i tak bez adrenalinki to na bank zasne na jakims przejsciu, przystanku, gdziekolwiek, wiec znowu walka, wyjawszy kimki w busach/meterq, bezpiecznie docieram do domu, opieram sie pokusie wstawienia czajnika, padam na wyrko.. no i sie zaczyna. sen-zlepek motywow ostatnich miesiecy/lat, ogolnie jakis oboz/wycieczka, troche ludzi znajomych z kiedys, troche obecnych, najpierw wioza mnie z jakimis znajomymi jak na platformie, wzdluz jakichs torow, podobnne widoki jak przejezdzajac przez berlin czy raczej trojmiasto skm-ka, patrzy sie na boki i podziwia- wzgorza, mijane bloki choc te tu sa bardzo wymyslne-zaokraglane, pofaldowane, skosnie sciete, w harmonijke, 10-15 pieter to minimum, strzeliste wiezowce, ale bardzo zlozone w formie, takze jakies mniejsze i dziwne budynki/instalacje, bloki sa mieszkalne a te niskie miedzy nimi wygladaja jak parterowe rozdzielnie/rafinerie, ponadto wzdluz naszej trasy ciagna sie tory, a na nich-cuda! lokomotywy dziwnego pochodzenia, gigantyczne! kompendium najdziwniejszych konstrukcji europejskich, wysokie na 3-4 pietra, przypominaja statki na szynach, albo co wymyslniejsze koparko-spycharki tylko 6- krotnie wieksze, z malymi kabinami o oknach ktore z dolu wydaja sie drobne. w wakacyjne noce widywalem na pulawskiej kilkusetmetrowe kombajny do wymiany szyn tramwajowych, ale te cuda sa ogromne i wydaja sie byc zwyklymi lokomotywami tylko ze wiekszymi bo towarowymi i stworzonymi z wieksza fantazja. taki odpowiednik 30-metrowej ciezarowki z kamieniolomow. chyba to japonia. azja na pewno. zwiedzamy tez jakies muzeum/wystawe, 2-3 pietra, korytarze jak szkolne, budynek troche jak helska stacja rybo-foko-meteo, lekki mrok jak w gdynskim oceanarium ludzie sie gubia z tylu i z przodu, schodzimy sie przed jakims ekranem, tam projekcja filmu o ludziach imprezujacych w jakiejs uprzemyslowinej okolicy, przyjezdza policja, bijatyka, jatka, konczy sie scenami jak z czeczenii czy jugoslawii- kiepski vhs, policja pokazuje do kamer poucinane glowy, czlonki, uklada korpusy na sniegu(!?) w jakies wzorki, bruuud. ide dalej, wypatruje znajomych, w ciemnosci przypadkowo zagaduje jakiegos azjate, mimo ze azjat(k?)a, dogadujemy sie po polsku, idziemy ku wyjsciu, w trakcie snu trzykrotnie budzi mnie telefon, w tym 2 razy kobieta z tp pyta czy linia jest czynna, to nie sen, kurwa, to zagadka, znow sie klade, snie dalej, wracamy do bazy (pensjonat, hotel, szkola) w tzw miedzyczasie zniknela wiola, tj odczulem brak, bo nie wiem na pewno, czy byla wczesniej. tlumek ludzi, aha, wlasnie jest nazajutrz i mamy gdzies wychodzic, pamietam jakas kolacje przed snem, pozny wieczor przed tvzorem, ogladanie z jolka jeszcze kims z rodziny czegos chyba z tasmy i ukladanie sie do snu jak u bidziusia, wstawanie (w towarzystwie ciotecznego brata zbycha!) ale to chyba w jakims mieszkaniu bylo, a teraz jasny korytarz, dluuga szatnia jak w bn czy jakims kinie, krzatanina, kumple z elektronikum, karasiowa(wych), takze jacys nieznajomi, pojawia sie wicherek twierdzac ze ma jakas niespodzianke, podaje mi dziwny czerwony telefon, z niego glos wioli, cos slysze ale oczywiscie nic nie rozumiem, chowam sie przed zgielkiem w jakims wucecie, tam porozkladane narzedzia i jakies detale, ale nie ma robotnikow, glos sie rwie, trzeszczy, urywa, tel w ksztalcie małej puszki energy-drinka nie ma wyswietlacza, bo jest wyjety(modul), z rozmowy nic nie wychodzi, szukam fiolki wsrod ludzi, ktos mi ja wskazuje, stoi zgarbiona, jak zawstydzone dziecko, spuszczona glowa, ktos/cos mi mowi ze wlasnie przyjechala, ma nowy fryz, fajny, ogolnie krotko, ale formalnie wlos niekrotki tylko przylizany. kwestia fryzury tak mnie zajela bo tak mam a i dalej nic mi sie juz nie przysnilo. |